U progu Wielkiego Postu

Stoję na progu Wielkiego Postu. Próbuję zajrzeć w tę przestrzeń, zaplanować jakieś działania. Zwykle wybieram sobie dwie prace: jedną cielesną - by poskromić leniwe ciało, nawykłe do wygód, nieróbstwa, hołdujące zachciankom i niejednokrotnie wydające pieniądze na zbytki. I to jest ważne. Równie ważne jak praca duchowa. To post od tego, co lubię, do czego zdążyłam się przyzwyczaić, z czego zrezygnować będzie mi ciężko i trochę walki wewnętrznej będzie mnie to kosztować. Ciało i jego zbyteczne, aczkolwiek przyjemne zachcianki muszą znać swoje miejsce i nie mogą wysuwać się na pierwszy plan. To także czas, by zmierzyć się z nałogami. Wszystkie cielesne wyrzeczenia ofiaruję za dusze czyśćcowe, w myśl zasady: po co cierpieć, jak bezwolne stworzenie. Moje cierpienie, czy poskramianie siebie zawsze się przyda komuś, trzeba je ofiarować w jakiejś intencji, aby zostało przez Boga przyjęte i przekute w łaskę na rzecz dusz. Druga syzyfowa praca to praca nad duchem i ch...