Kilka myśli o ks Janie Kaczkowskim

Świąteczna wizyta teściów jest dla mnie zawsze trudna. To czas, kiedy podlegają weryfikacji moje zdolności kulinarne i gospodarcze. A to zupa była niedoprawiona, bo oni robią lepszą, a to placek nie smakował, a to o coś w domu nie zadbałam. Cóż... Trzeba przeżyć. Jeszcze się taki nie urodził, kto by teściom dogodził, jak to mówią... Rosół nie sprostał wymaganiom, a mazurek pomarańczowy okazał się za gorzki... Kto nie jest kobietą, nie zrozumie, że są to kluczowe czynniki, by popaść w długotrwałą depresję!!! ;) Uświadomiłam sobie przez święta też inną rzecz. Tyle jesteś wart dla innych ludzi, co im dasz, co ofiarujesz, na ile do nich wychodzisz. Czasem jestem zmęczona zabieganiem o względy przyjaciół. Czasem chciałabym, by oni o mnie też spontanicznie "pozabiegali", by to oni chcieli się spotkać, by taka propozycja wyszła od nich właśnie, albo choć okazali, że ta przyjaźń jest dla nich także ważna. Boli mnie interesowność ludzi, boli brak zaangażowania....