Zakalec

Poczułam zew porządków . Tym razem generalne porządki w moim wykonaniu polegały głównie na dyrygowaniu i zarządzaniu zespołem rodzinnym. Wyszło naprawdę dobrze. Aby im to jakoś wynagrodzić nabrałam wewnętrznego zapału do upieczenia ciasta. Rzadko mi się zdarza taki zapał, więc, aby go nie stracić zabrałam się do dzieła. Uwinęłam się nadspodziewanie szybko. Wszyscy wdychali zapach pieczonego marmurka i marzyli o pysznym deserze. Pierworodny nawet co parę minut dopytywał kiedy będzie gotowy. Nadeszła wiekopomna chwila otwarcia piekarnika. Blaszka wyjęta, podchodzę i co widzę? Oprócz sterczącego nad blachą syna ze śliną wiszącą w pół drogi zobaczyłam ZAKALEC!!! Efekt mojej szaleńczo-zapalczywej pracy cukierniczej dla rodziny! Gdybyście widzieli TE zawiedzione miny! Moja zresztą była taka sama, bo muszę się przyznać, że NIE ZNOSZĘ piec placków! Dzieciaki nie dały za wygraną i okołozakalcowe skrawki wyjadły a pies skończył resztę (gwarantuję, że nie wyjdzie mu to na zdrowie). Ż...